Podziękowanie dla Januszy biznesu


 

Nie mam siły kopać się z nieuczciwymi klientami. Z drugiej strony, gdyby nie oni, nie robiłbym dziś tego, co sprawia mi coraz więcej frajdy.

Gdzie tu sens? Gdzie logika?

 


Teoria

W teorii wszystko wygląda idealnie.

Wykonuję pracę najlepiej jak potrafię. Daję z siebie wszystko. Absolutnie za każdym razem. I na koniec dostaję nagrodę w postaci pieniędzy.

Proste (jak moje hasło do banku).


Praktyka

Jednak od czasu do czasu mam pecha natrafić na Janusza biznesu (zob. zdjęcie powyżej).

Z osobnikiem takim muszę się długo (czasami bezskutecznie) szarpać o moje ciężko zarobione pieniądze, a niekiedy wręcz wyrywać mu je z gardła, złotówka po złotówce.

Czy wiesz, że zdanie, które przeczytałeś przed chwilą, poprawiałem dotąd, aż zniknęły z niego wszystkie wulgaryzmy?


Kto na tym traci?

Paradoksalnie – najwięcej tracą nowi klienci. Tak, oni najczęściej całują klamkę (wirtualną oczywiście).

Janusze biznesu sprawiają, że coraz trudniej jest mi obdarzyć zaufaniem nowe zgłaszające się do mnie osoby i firmy.


Kto na tym zyskuje?

Nie, nie Janusze. Ich kariery biznesowe szybko się kończą 😉

Odcinając się niemal całkowicie od nowych „znajomości” sprawiam, że najbardziej zyskują obecni, sprawdzeni, uczciwi klienci, dla których zawsze jestem w pełnej gotowości.


Kto jeszcze jest na plusie?

Okazuje się, że i dla mnie ta sytuacja ma pewne, choć trudne jeszcze do precyzyjnego oszacowania plusy.

Janusze biznesu coraz skuteczniej obrzydzają mi obecną pracę. „Dzięki” nim od jakiegoś czasu zaczynam rozglądać się za czymś nowym.

I jeśli kiedyś osiągnę sukces jako autor książek, będzie to zasługa tych [#$@$%#%$#%#] oszustów.



Zobacz też:

Historia, która nie obraża niczyich uczuć

  • Coś w tym jest 😉 Może pomogłyby jakieś dodatkowe zasady, które zabezpieczyłyby Cię przed takimi klientami np. przedpłata?

    • Najskuteczniejsze jest zupełne odcięcie się od nowych klientów.

      • Coś o tym wiem 😉 Choć i nowi wymagają stanowczości (i nerwów ze stali ;)))

  • Always look on the bright side of life 🙂

  • Janusze biznesu to wrzo… wróć, zmora każdego freelancera. Standardem stają się pytania w stylu „a to za to trzeba płacić?”, „dlaczego mam za to płacić, jak panu to 3minuty zajęło?!”, „to ja sobie zrobię ze szwagrem takie samo i to lepsze! (i tu oczywiście wykorzysta nasz pomysł)”, i moje ulubione: „jak pan umie to zrobić szybciej, to powinien pan taniej policzyć”. Chciałam kiedyś pracować na własny rachunek, ale coraz bardziej przerażają mnie takie sytuacje. 😐

    Stanę jednak w obronie lisa – bardziej pasowałby tu inny zwierz! 😀

    • Myślałem nad hieną, ale wtedy ustawiłbym się w roli padliny 🙂

      • Myślałam o zwierzątku, które można komuś podłożyć… ale może, patrząc na naturę lisa, to dobry wybór. 😉

        • Aaa 🙂 Moim zdaniem nie ma zwierzęcia, które oddawałoby naturę JB 🙂

          • rademachera

            Jest. To mewa. Żre wszystko co złapie, wrzeszczy i sra na co uda jej się trafić. Jak nic inkarnacja JB!

          • Możesz mieć rację 🙂

  • A co rozumiesz przez pojęcie „Janusze Biznesu”? 😉 Tych, którzy nie płacą, targują się o każdą złotówkę czy zawsze chcą miliona poprawek?

  • Jan Grochocki

    Maciej i wulgaryzmy! Nie potrafię sobie tego wyobrazić. 😉

  • Pracuje w branży związanej z windykacją i monitorowaniem płatności i zawodowo interesuje mnie skala problemu o którym piszesz w Twojej branży. Czy to naprawdę częsta sytuacja?

  • Maluch w domu

    A nie myślałeś o tym żeby brać zaliczkę z góry? Faktycznie to upierdliwe domagać się zapłaty. Z drugiej strony jest mnóstwo osób, które chcą się dorobić na innych.

    • Większość woli płacić „po”.

      • Maluch w domu

        Z jednej strony zrozumiałe, ale nie mówię o wpłacie całości tylko zaliczce, zwłaszcza od nowych klientów.

  • Domaganie sie zapłaty to najgorszy z koszmarów! W kwestii wykonywanej pracy rzecz jasana 🙂 Człowiek robi coś to należy mu się zapłata!

  • Maciek, wybacz, ale gadanie, że „większość woli zapłacić po” jest do d… duszy gadaniem. My nie tykamy myszki bez 50% zadatku na koncie i nikt nie ma z tym problemu. Więcej -> wszystko zawsze robimy u siebie i Klient otrzymuje to na swój serwer PO zapłacie całości!

    Jak na razie raz musiałam ścigać dziewczynę za brak zapłaty tej drugiej połowy 50% (niestety kwota za mała dla firmy windykacyjnej, a jej blog miał być na naszym serwerze). Kiedy przez kilka miesięcy nie odpisywała mi na maile – zrobiłam to boleśnie. Na fanpagu (mam tam mniej polubień, niż znajomych na prywatnym) napisałam post, że czasem się zdarzają i przykre sytuacje, że Klient znika i nie płaci i ją oznaczyłam. Tak – wku@%$#rzyła się okropnie. Tak, wiele się na swój i mojej rodziny temat dowiedziałam nowych rzeczy. Tak, zapłatę miałam w tydzień!

    • Rozumiem, odniosłem się do własnych doświadczeń (a te, jak wiadomo, mogą się różnić 😉

  • Jak ja to rozumiem.. Gdyby każda z tych firm, które wiszą mi hajs zapłaciła na czas – teraz nie żyłabym na skraju ubóstwa! Wrrr… Masakra, aż się sama hamuję, by nie wpisać tu żadnego przekleństwa, więc napiszę tylko, że doskonale rozumiem, hejtuję wszystkich januszy i łączę się w bólu…

  • Klaudia Wnuk-Adamczyk

    Ja pracuję na etacie….. mnie nikt kasy nie jest winien. Z kulturą i słownością kolegów i koleżanek bywa różnie, a potem przypominasz się a oni udają Januszy ;). Ludzie nie szanują mojego, Twojego czasu….. a to mi się bardzo nie podoba….

  • rademachera

    Ja tam lubię Januszów. Co prawda karierę zawodową ukończyłam jakieś 15 lat temu, ale do dziś zdarzają mi się oporni dłużnicy. Im bardziej oporni, tym większą mam frajdę.
    Dziesięcioletnie doświadczenie na stanowisku windykatora ma swoje zalety.