Dlaczego działanie w grupach dla blogerów na FB to błąd?


 

Na Facebooku znaleźć można całkiem sporo grup dla blogerów. Oferują one możliwość zaprezentowania swoich wpisów mniej lub bardziej szerokiej publiczności. Jakie są zalety i wady tego rodzaju aktywności? Uprzedzając komentarze: sam mam trochę grzeszków na sumieniu 😉

 


Na początek – wady:

1) Ludzie nie czytają twoich wpisów

Czytacie regulaminy usług internetowych? A wszystkie paragrafy przed zainstalowaniem jakiegoś programu czy aplikacji? Jasne, że nie. Klikacie „akceptuję regulamin” – i tyle. Czasami zdarzają się osoby, które tak samo robią z komentowanymi przez siebie wpisami.

Przy okazji: słyszałem kiedyś o programiście, który chciał w regulaminie dołączonym do swojego programu komputerowego dodać klauzule typu „zgadzam się na pobranie narządów” czy „zgadzam się na sprzedanie swojej matki na części”.

Niezła myśl, prawda?


2) Nawet jeśli czytają, to ich komentarze lepiej zostawić bez komentarza

To nie wymaga komentarza.


3) Nawet jeśli komentują, to i tak nie wracają do ciebie

A jeśli wracają, to tylko dlatego, że biorąc udział w kolejnej facebookowej zabawie, chcąc nie chcąc – i tak muszą cię skomentować.


4) Nawet jeśli wracają do ciebie z własnej woli…

A nie. Jeśli wracają, bo faktycznie chcą – to wspaniale.


Na szczęście są i zalety:

1) Możesz znaleźć blog, który rzuci cię na kolana

Tak, to zdecydowanie największa zaleta działania w facebookowych grupach dla blogerów. Sam poznałem tak kilka blogów, do których lubię się od czasu do czasu wybrać po garść świeżuteńkich inspiracji.


2) Możesz swoim blogiem rzucić kogoś na kolana

I co więcej, ten ktoś może zostać twoim stałym i wiernym czytelnikiem.


3) Możesz odkryć świat, o którym nie miałeś pojęcia

Podczas akcji komentowania przypadkowych blogów, czyli takich, które nie zawsze są zgodne z twoimi zainteresowaniami, możesz przeżyć niezwykłą przygodę.

Możesz poznać rzeczy, którymi żyją tysiące czytelników interesujących się modą, kosmetykami, zdrowym odżywianiem czy parentingiem.

Zdziwisz się, czym pasjonują się inni blogerzy. Zaskoczą cię sprawy, które dla nich są sensem życia, a dla ciebie – „rzeczami, które się fizjologom nie śniły”.

Taka podróż po blogosferze jest niezwykle kształcąca. Jak zresztą każda podróż.


Podsumowanie?

Remis ze wskazaniem na…  😉


Działacie w grupach dla blogerów? Bierzecie udział w takich zabawach? A jeśli tak, to do jakich wniosków doszliście?



Zobacz też:

Na czym zarobisz w 2017 roku? Zobacz 10 pomysłów dla kreatywnych

Jak zagonić mózg do roboty? Zobacz triki pobudzające kreatywność

10 sposobów na wywołanie opadu szczęki u czytelnika (pełna wersja)

  • Uwielbiam grupy na Facebooku, ale cholernie żałuję, że mój czas jest ograniczony 🙂 Mam teraz trochę do nadrobienia (m. in komentarzy, odwiedzin), ale nigdy nie lubię robić tego „na szybko” albo „bo trzeba” 🙂 Odwiedzanie, czytanie innych to dla mnie przyjemność 🙂 Mam nawet specjalny „dzień blogów”, w którym staram się odwiedzić wszystkie blogi, które lubię 🙂 Optymistycznie, myślę, że będę miała też co robić na emeryturze (Kiedy to będzie…) :))

    • Grupy są fajne, ale strasznie zasobożerne 🙂 Wciągają jak cholera, a robota leży i stygnie 😉

      • To niestety prawda :)) Powiedziałabym nawet cały internet jest taki 🙂

    • :)))
      „Miałkie” – strasznie dawno nie widziałem tego słowa 🙂

  • Grupy są fajnie, jeśli są: małe (maks 1000 osób) i/lub mają z góry określoną tematykę, np: pomoc w SEO, pomoc przy WP, afiliacja, koty, psy itd. Wtedy większość komentarzy jest na temat i grupa spełnia jakiś określony cel. Z socjologicznego punktu widzenia grupę tworzą ludzie mający poczucie wspólnego celu, przynależności itp. 😉 Sporo osób (blogerów, specjalistów) zakłada grupy tylko po to, by móc potem reklamować swoje usługi (w myśl zasady ja mogę, a wy nie), co niestety widać i mocno drażni. Grupa rozrasta się do kilkunastu tysięcy członków i w zasadzie przestaje już być grupą w swoim pierwotnym znaczeniu, wszyscy są anonimowi, zaczynają się kłócić, a potem to ja się wypisuję. Mam kilka ulubionych grup, które całkiem fajnie działają, nie są tylko do promocji, ale można w nich uzyskać realne wsparcie i podyskutować, ale to nieliczne przypadki.

    • Fajny, szczery komentarz. „Trzeba” jednak przełknąć fakt, że ktoś zakłada, bo tylko on później się tam reklamować, ale jeśli mam zapłacić taką cenę za fajną, żyjącą społeczność to jestem gotów ją ponieść.

      • To fakt 🙂 W sumie też muszę przyznać, że jak ktoś zakłada grupę, moderuję ją i dba o społeczność, to musi mieć mieć z tego jakąś korzyść. Dla mnie jednak najfajniejsze są grupy, w których dzieje się na tyle mało, że można nadążyć za czytaniem postów i komentarzy, a moje komentarze nie nikną w setkach innych. Ale to dla mnie 🙂

    • Akurat chodziło mi o grupy promocyjne dla blogerów, one rządzą się nieco innymi prawami.
      Co do „normalnych” grup – sto procent racji. Im mniejsza, tym bardziej zwarta i „skumplowana” 🙂

  • ja działam, bo czuję, że trochę nie mam wyjścia – jednak to stamtąd póki co przychodzi najwięcej czytelników.

    • Mam dokładnie to samo 🙂 [i pewnie 99% blogerów w Polsce]

  • Miałam przez jakiś czas ogromną fazę na działanie w takich grupach. I przynosiło to realny wzrost uu. Niestety krótkotrwały. Gdy nie ma działania na grupie, po prostu staję się niewidzialna. Chyba lepsze rezultaty na dłuższą metę daje dobre seo. Niestety.

    • Sęk w tym, że seo trochę ogranicza, ponieważ zmusza do pisania o rzeczach mainstreamowych.
      Dobrym sposobem jest polecenie bloga przez kogoś bardzo znanego. To z pewnością daje blogowi potężnego kopa w górę 🙂

      Tak jak w tym przykładzie: Krystyna Janda wrzuca na swoim FB link do pewnego bloga:
      https://www.facebook.com/laminervapl/posts/1240645506026089

  • Remis ze wskazaniem na zalety…lepiej jest zrobić coś i mieć coś, niż nie zrobić nic i nie mieć nic 🙂 Ja działam i korzystam. Aczkolwiek jest jak mówisz…wpisy wpisy wpisy i nikt tego zbytnio nie czyta…w sumie taki spam…główne założenie to wrzucić linka i czekać na dziesiątki zainteresowanych…a tu się okuje, że jest figa z makiem…jednak od czasu do czasu udaje się kogoś zainteresować, kogoś skierować do siebie, kogoś złapać na tytuł artykułu, czy zapis na newsletter. Także tak do końca to nie jest wcale takie bezcelowe. Podsumowując: efekty są a czasu dużo to nie zabiera. Chociaż już z kilku grup zrezygnowałem bo efekty ni jak się nie pokrywały z wykonywanymi działaniami 🙂

    • Chyba też delikatnie wskazałbym na zalety 🙂
      I tak samo to widzę, jako mozolne zdobywanie pojedynczych czytelników. Z dużym naciskiem na słowo „mozolne”, niestety…

  • Raz na jakiś czas nachodzi mnie podobna refleksja: ludzie wchodzą na bloga/fp, bo tak nakazuje regulamin (dobrze, jeśli to rzeczywiście robią). Bez tego „przymusu” nie wiem, jaka część z nich by wróciła. Zresztą sama nie wracam na blogi, które mnie nie interesują.Ale ten pozytyw też jest – dzięki bytności w grupach udało mi się poznać naprawdę całkiem niezłe grono osób/blogerów, do których prawdopodobnie nie trafiłabym, gdyby nie ich działalność w grupie.

    • O tak, ten „skutek uboczny” jest bardzo fajny 🙂 I chyba jest największą wartością całej tej zabawy.

  • Należę do kilku grup na fb ale niektóre to tylko kom za kom i obs za obs, ciężko znaleźć bloga wartego uwagi

  • Też przez jakiś czas zastanawiałam się nad zasadnością takich grup. Oczywiste jest, że większość osób rzeczywiście komentuje bo musi, tak samo z odwiedzinami. Póki mój blog jest raczkujący, to nawet taka forma promocji bardzo mi pomaga. Pomijając wszystkie plusy, które przytoczyłeś, to ilość komentarzy pod wpisem, czy lajków pod postem na Fb wpływa później na to jak Twoją stronę, Twojego bloga widzą wyszukiwarki. A na Fb nawet takie „lajki z litości” wpływają na częstsze pokazywanie danego posta na tablicach. A jeżeli przy okazji tych przymusowych działań trafi mi się jakikolwiek stały czytelnik (tak jak ja się stałam czytelnikiem niektórych), to w ogóle łoł-hoł 😉
    Tak więc dla mnie remis ze wskazaniem na zalety! 🙂

    • Co do wyszukiwarek – nie wiem, jak one patrzą na komentarze z Disqusa, a więc z zewnętrznego źródła.
      Ale fakt – liczba komentarzy pod artykułami jest wskazówką dla czytelników (coś jak tłum w sklepie, który sygnalizuje, że warto tam wejść 🙂

  • Grupy mają jeszcze jedną zaletę, zwalczają ograniczanie zasięgu przez Fb. I zgadzam się, dzięki nim można poznać naprawdę ciekawe blogi.

    • Też racja. Ciekawe jednak – jak długo taka sytuacja potrwa?

  • Iza Ce

    Bloger to też czytelnik, w niczym nie gorszy od tego spoza blogosfery, więc czemu się nie promować i wśród nich? To wiele nie kosztuje, a może przysporzyć czytelników.
    https://mojaszkolaangielskiego.wordpress.com/

    • Dokładnie, zwłaszcza w sytuacji gigantycznej konkurencji (każdy czytelnik jest na wagę złota).

  • Właśnie działam w takim linkowaniu w grupie i trafiłam do Ciebie. I czytam dalej 🙂 znalazłam swoją perełkę. Zgadzam się z powyższym ale do plusów dołączyłabym jeszcze wartości merytoryczne i doświadczenie blogerów którzy są w takich grupach i się nim dzielą. Mam takie 3 grypy gdzie nie tylko mogę promować treści ale i sporo się nauczyć

    • Co do czerpania wiedzy od innych – 100 procent racji 🙂
      Wbrew pozorom – ci bardziej doświadczeni lubią się dzielić wiedzą z początkującymi.

  • Hmm… a ja myślę sobie tak: pewnie wiekszosc osób na te fora nie zagląda, ale wiele jednak tak -jasne, że wrzucam wpis do kilkunastu grup, gdzie członków jest łącznie kilkanaście tysięcy a odsłon mam z nich około 500. Mogłabym testować, które grupy działają a które nie, ale szkoda mi czasu- wrzucenie wpisu to chwila a korzyści są 🙂

    • W sumie racja – to darmowa promocja, jedyne co się traci – to czas 😉
      [trochę czasu]

  • Wiadomo, są zalety i wady takich grup. Ja jednak dzięki aktywności w nich, zyskałam nowych czytelników 🙂 Poza tym uważam, że działanie należy zacząć najpierw od takich grup – są tam często ludzie bardziej doświadczeni i chętni do pomocy. Pozdrawiam!

  • Jeśli trafi się na dobrą grupę to jest ok. Wpisy tematyczne i posortowanie jak najbardziej. W tych mieszanych, mniej konkretnych pojawia się czasami problem z dopasowaniem odbiorcy do teksu, ale od czego jest moderacja. Ja wiem, że komentarz został napisany, ale jak widzę komentarz z rodzaju fajny, to zachowuję go tylko dla siebie. Sama też staram się nie zostawiać komentarzy na siłę, lub skomentować za to inny wpis na stronie danego blogera 🙂

    Pozdrawiam,
    M.

  • rzeczywiście część nie czyta i komentuje bez sensu, ale to raczej mały odsetek. przynajmniej tak wynika z moich obserwacji;)

  • Mnie najbardziej w tych grupach irytuje chyba fakt, że w większości (zgodnie zasadami) nie wybierasz wpisów, które chcesz skomentować, tylko masz obligatoryjnie wejść na np. kilka wrzuconych przed Tobą. Tym sposobem trafiam czasem na blogi o szydełkowaniu, dzieciach, książkach dla nastolatek, trendach w makijażu, zupach z gwoździa, życiu kóz w urokliwych zagrodach itp. Jeśli temat mnie tak skrajnie nie dotyczy, to trudno o sensowny komentarz. W ten sam sposób trafiają i na mój blog osoby spoza mojego targetu. Zatem się nie dziwię komentarzom typu – „przytulanie jest fajne”, albo „dobry wpis”. To i tak lepiej, niż jakby ktoś zostawił komentarz „Twój blog jest do dupy, skomentowałem, bo taka jest zasada. Zapraszam do mnie, też mnie możesz objechać, ale przynajmniej będę mieć komentarz”. Gdybym plusów nie widziała, to bym pewnie już do takiej grupy nie trafiła. Póki co udzielam się aktywnie 😛 Do Ciebie też trafiłam w ten sposób i o dziwo wracam, także nie marudź 😛

    • Dla mnie odwiedzanie blogów z nie mojej bajki – to też wyzwanie 🙂 Sztuką jest fajnie skomentować coś, o czym nie ma się zielonego pojęcia.
      Inna sprawa, że poznawanie takich blogów jest jak podróżowanie po egzotycznych krajach (czyli inspirujące).
      PS. Dzięki że wracasz na mojego bloga 🙂

      • Może masz rację, nie rozważałam tego w takich kategoriach 😉 Potraktuję komentowanie wpisów, jak ćwiczenia kreatywne.

        • Polecam 🙂 To świetny trening dla każdego blogera.

  • Jeśli wśród 10 komentujących znajdzie się chociaż 1 osoba, która komentuje dlatego, że temat ją faktycznie zainteresował, pomógł rozwiązać jakiś problem, to myślę, że warto! My sami dzięki grupom dla blogerów poznaliśmy kilka blogów, które regularnie śledzimy, bo coś nas w nich ujęło 🙂

  • Działamy, czytamy, spamujemy, czasami komentujemy. Czasami znajdziemy coś ciekawego, czasami ktoś znajdzie nas.

  • Ja tam czytam wszystkie wpisy, które muszę skomentować i staram się zawsze dać jakiś sensowny i fajny komentarz. Jednak mało blogerów tak robi :(.

    • Tak mi przyszło do głowy, że skoro mało blogerów tak robi, to pisząc coś naprawdę wartościowego – zapadasz czytelnikom w pamięć (nie mając przy tym praktycznie konkurencji).
      Genialne 🙂

  • Działam i mam kilka ulubionych. Z niektórych szybko zrezygnowałam, bo nie było sensu jak są tylko słupami z ogłoszeniami. Inne za to stały się mi bliższe niż rodzina. Tak właśnie mam z Mocną Grupą Blogerów i każdemu ją polecam!

  • Ja działam. O ile oczywiście działam też na swoim blogu. Znalazłam też dzięki temu kilka takich, do których wracam regularnie i komentuje nawet bez oczekiwania na rewanż (bo go i tak prawie nigdy nie ma). Chociaż ostatnio mniej, bo i mniej w sieci jestem ogólnie 🙂
    Jednak do grup mam mieszane uczucia. Niektóre są fajne, a inne nie.

    • Nic dodać, nic ująć 😉 Mam bardzo podobne przemyślenia odnośnie grup.

  • Zapewne można by o tym książkę napisać 🙂 Jestem w wielu grupach, bo chcę docierać do ludzi z wpisami- czy je komentują czy nie, ich sprawa. Wiem, że je czytają. Wychodzę z założenia, że moje wpisy dotrą do tych ludzi, do których mają dotrzeć. Losowi trzeba jednak pomóc- stąd te grupy 🙂
    Ja nie zamykam sobie furtki nigdy, bo przez niejednokrotnie taką „głupotę” poznałam świetnych ludzi! – i już nie chodzi o blogi, komentarze – ale o cenne osoby 🙂

    • „Losowi trzeba pomóc” – świetne, celne podsumowanie tego tematu 🙂

  • Na duży plus przemawia to, że można znaleźć fajne blogi na które w normalnych przypadkach by się nie trafiło 🙂 – rzeczywiste i sprawdzone 🙂

    • Zgadzam się 🙂 Jest masa świetnych blogów, o których świat (jeszcze) nie wie.

  • Działam w kilku grupach – zresztą wiele twarzy się powtarza. 🙂
    Widać, że niektóre komentarze są na siłę, czasem zdarzają się takie zupełnie od czapy, po których widać, że osoba chciała się tylko przeklikać. Ale „nic to”. 🙂 W tym gąszczu blogów różnych można znaleźć perełki, do których się wraca z miłą chęcią i to wcale nie musi być tematyka identyczna z poruszaną na własnym blogu. Tak, jak piszesz, podróże po blogosferze kształcą. A przynajmniej pozwalają otworzyć się na nowe. 🙂

    • Dokładnie 🙂 Blogi z „innych branż” to fajna odskocznia od siedzenia na okrągło w swojej niszy 🙂

  • Ze wskazaniem na działanie w grupach bo mogę kliknąć na blog, który rzuci na kolana 🙂

  • Bywam w takich grupach i jedyne co z nich wyniosłam to: „kom za kom” i „obs za obs” ;]

  • Ja tam jestem zadowolony z grup.

  • Owszem jest coś na rzeczy i rzeczywiście mam wrażenie, że tworzymy kółko wzajemnej adoracji. Każdy chce się wypromować i każdy przychodzi z takim celem. Wiadomo, że niby trzeba coś podziałać u innych. Nie zmienia to faktu, że można nawiązać bardzo ciekawe znajomości a nawet współprace tak jak i mi się zdarzyło 🙂

    • A na czym polegała ta współpraca, jeśli to nie tajemnica? 🙂

  • Od jakiegoś czasu działam w kilku grupach dla blogerów i doszłam do podobnych wniosków jak Twoje. Czasem tracę wiarę w sens całej tej zabawy 😉 Warto jednak czasami trafia się na super blogi 🙂

  • Odnoszę dziwne wrażenie, że większość komentarzy na blogach pochodzi od… innych blogerów. Właśnie są komentarze z grup i komentarze od blogerów, którzy akurat czytają dany blog. Inni czytelnicy zazwyczaj rzadko komentują, ponieważ „zwykli” ludzie najczęściej nie lubią zostawiać po sobie śladu ;-). Ale może się mylę?

    • Dobre spostrzeżenie 🙂
      Chyba tak jest, niestety 🙁

  • Dla początkującego blogera grupa jest szansą zaistnienia w sieci, ale z czasem zaangażowanie w takich grupach powinno się zmniejszać. Chyba, że nadal nikt nie chce nas czytać 🙂

    • Racja, dla początkujących to chyba najlepsza forma promocji (z tych, które zdążyłem przetestować).

  • Spojrzałem na komentarze, większość osób wyraża się przychylnie o grupach. Jak to kiedyś Wałęsa powiedział – są plusy dodatnie i plusy ujemne. Albo – każdy kij ma dwa końce.

    Jeśli grupy mają nam dać korzyści musimy je precyzyjnie dobierać.Jeśli robimy to z przypadku to często będziemy w nich rozsiewać spam, który nic nam nie da.

    • Tytuł jest prowokacyjny. Zresztą wrzucanie tego tekstu na grupę dla blogerów jest dość perwersyjne 🙂 [parę razy się o tym przekonałem]

      • Ostatnio miałem tak z wpisem o ponownym wyborze Tuska na przewodniczącego Rady Europy, w którym treścią był zapis dyskusji pod jednym z dodanych przez znajomego zdjęć na jego profilu. Przyjąłem kilka „ciepłych” od fanów PiS na grupach gdzie dodałem linka. Jednak najlepsze teksty są w samym wpisie i jednym z pierwszych komentarzy do niego. Brak logicznych argumentów w odpowiedziach na nawet najprostsze pytania. Gdybyś był zainteresowany to tekst – 27 : 1. 😉

        • A ja na blogu staram się unikać polityki.

          Opowiadając się po którejś ze stron – straciłbym połowę czytelników (odpadliby ludzie z tej z drugiej strony barykady).

          Nie stać mnie jeszcze na taki luksus 😉

  • Też odnoszę wrażenie, że grupy „wsparcia” dla blogerów na FB, są często bezcelowe, bo każdy liczy tylko na własną korzyść. Ale jak to w „Dniu Świra” Adaś mówił: „Szukam choćby tych jednych słuchających oczu” – zawsze warto działać, a nuż choć jedna osoba zawita na nasz blog i zostanie stałym czytelnikiem.

    • I potem te jedne słuchające oczy mówią: a co się panu stało w głowę? :))

  • Beata Hanichet

    Działałam, ale już nie działam. Tylko czasami jak mam czas.

  • Mnie najbardziej irytuje fakt, że komentujesz coś, co może Cię kompletnie nie interesować, jeśli działasz zgodnie z regulaminem. I vice versa – ktoś komentuje Tobie, a może mieć dany temat totalnie w ..
    Przykładowo: nie cierpię komentować recenzji książek. Może dlatego, że nie umiem. Poza tym, że coś się wydaje ciekawe, bądź nie, nie przychodzi mi nic do głowy, zwłaszcza gdy nie znam danego autora. Mordęga to dla mnie straszna i dodatkowo wstyd, bo wiem, że autorowi bloga zależy na wartościowych komentarzach 😉

    P.S. Twój blog był jednym z tych, które znalazłam na jakiejś grupie. Widzisz? Wracam! 😉

  • Ano czasami zdarza się, że działam w grupach dla blogerów. 😉

    PS
    Zostawiam komentarz choć nie musiałem tego robić. Szach mat!

  • Patrycja Czubak

    Działam 🙂 Dzięki takim grupom można pokazać swój blog szerszej liczbie osób, poza tym aby się coś zadziało trzeba generować ruch na stronie 🙂

  • Dzięki takim grupom trafiłam do ciebie i już zostałam 😉 więc chyba warto? 😀

  • Raczej biernie przyglądam się w tego typu grupach, ale od czasu do czasu zajrzę na jakiś blog – tak trafiłam na Twój. 🙂

    • Bardzo się cieszę z każdego nowego, stałego czytelnika 🙂 Dziękuję 🙂