Freelancer, ciąża i zespół Downa


 

Dziś mam dla Was wywiad z Małgorzatą Kalbarczyk-Leonczuk: copywriterką, miłośniczką scrapbookingu i planowania oraz fanką starych samochodów. Ale nie będę jej pytał o żadną z tych rzeczy.

Porozmawiamy o czymś dużo ważniejszym.

 


Podobno większość kobiet w pewnym momencie swojego życia zaczyna odczuwać brak dziecka. Jak to było u Ciebie? Jak się objawiało?

Zawsze uważałam, że na dziecko mam jeszcze dużo czasu. To przypominało trochę bronienie się przed tym. Mówiłam sobie: „Za rok, może dwa zacznę o tym myśleć”i prawdopodobnie za te kilkanaście lat więcej zaczęłabym żałować, że tak późno, bo ciągle bym to odkładała 🙂

Trafiło mnie w najmniej odpowiednim momencie. Przyjaciel mojego męża został ojcem, urodził im się cudowny syn. Zakochałam się w tym małym przystojniaku. Wystarczyło tylko kilka spotkań, kilka uśmiechów, delikatne włosy, śmieszne minki.

No i poczułam to coś, przed czym tak długo się broniłam 🙂


Czy do decyzji o posiadaniu dziecka trzeba dojrzeć? Czy to jest tak, że pewnego dnia ma się już stuprocentową pewność?

Zdecydowanie trzeba dojrzeć. Jeśli ktoś tego nie czuje – nie powinien robić niczego wbrew sobie, bo to nieodwracalne. Można bardzo chcieć dziecka i nastawiać się na to dziecko, ale życie czasami pokazuje, że nie będzie tak łatwo.

U mnie było tak, że już właściwie miałam wszystko, czego chciałam zawsze i myślę, że byłam po prostu gotowa na ten krok. Nie było długich rozmów, przygotowań, rozmów o przyszłości. Po prostu pewnego dnia poczułam, że to właściwy czas i pytałam siebie: „Na co jeszcze czekasz?”


Zwykle przy pierwszym dziecku rodzice mówią, że „woleliby” córkę albo „woleliby” syna. Mają bardzo sprecyzowane oczekiwania. Zgodzisz się z tym? A jeśli tak, to dlaczego tak jest?

Nie ukrywam tego, że zawsze nastawiałam się na syna i mój mąż trochę też. Może to dlatego, że od dzieciństwa przebywam głównie z facetami. Lubię w nich to, że są konkretni, bardziej odważni i kreatywni. Marzył mi się taki mały urwis. O córce nawet nie marzyłam, ale dziś chyba nie potrafię wyobrazić sobie, że byłoby inaczej 🙂


Co czuje matka, kiedy lekarz po badaniu USG mówi, że jej dziecko może mieć zespół Downa?

Ten dzień był trudny od początku.

Tego dnia dowiedzieliśmy się zarówno o córce, jak i o podwyższonej grupie ryzyka wystąpienia wady wrodzonej. Dla mnie to było zbyt dużo. Na początku nie mogłam uwierzyć, myślałam, że to jakiś błąd w badaniu ultrasonograficznym, że to jakaś lekarska pomyłka i że za chwilę się dowiem, że to nieprawda i odetchnę z ulgą. Tak się jednak nie stało.

U nas, nie było to od razu wiadome. Badanie trwało dłużej niż zwykle, okazało się, że przezierność karkowa nie jest taka jak być powinna. Lekarz coś sprawdzał, a my czekaliśmy na wiadomość. Gdy powiedział na głos słowa „wady wrodzone” i że jesteśmy w grupie ryzyka – płakałam.

Nie mogłam się uspokoić. Lekarz mi powiedział, że to jeszcze nie oznacza 100 % pewności, że to nie jest wyrok. Ale dla mnie w tamtym momencie to był ogromny cios. Poczułam się jakby ktoś dał mi w twarz. Gdy wyszłam od lekarza – nie potrafiłam ułożyć myśli, byłam załamana.


Taka informacja sprawia, że życie rodziców przewraca się do góry nogami. Jak można je poukładać na nowo?

Poszliśmy do lekarza jeszcze przed urlopem. Cały urlop w nerwach, bo dzień po wizycie zrobiliśmy dodatkowy test PAPP-A. Przez tydzień i kilka dni czekaliśmy na telefon z wynikami od lekarza w nerwach. Pozostała już tylko nadzieja, nic więcej. Po tygodniu dowiedzieliśmy się, że nasza córka jest zdrowa. Mimo to nadal nie potrafiłam w to uwierzyć, bo nastawiłam się na złe wieści. Dopiero po kilku powtórzeniach do mnie dotarło, że już jest dobrze i że nie ma się czego bać.

Potrzebowaliśmy dużo czasu, żeby ochłonąć.


Takie sytuacje to także test dla mężczyzny. To wtedy okazuje się, czy dzielimy życie z facetem z krwi i kości czy z chłopcem w krótkich spodenkach. Jak zareagował Twój mąż? Czy był dla Ciebie wsparciem?

Mój mąż to zdecydowanie ogromne wsparcie i mężczyzna, jakich dziś mało.

Gdy się dowiedział o ryzyku wystąpienia wady u dziecka też był w szoku. Ciężko się z tym pogodzić, potrzebował czasu, tak jak ja. Zdarzało mi się, że kilka dni na urlopie ciągle myślałam o wynikach, a on mnie uspokajał i mówił, że na pewno wszystko będzie dobrze.


A gdyby dziś się okazało, że Twoje dziecko ma jednak trisomię chromosomu 21? Jak dziś zareagowałabyś na taką wiadomość?

Z pewnością byłoby ciężej niż normalnie, ale nie poddałabym się. Urodziłabym i wychowałabym to dziecko. Mój mąż uważa tak samo. Pewnie z czasem pogodziłabym się z taką wiadomością.


Czy masz już skonkretyzowane plany odnośnie córki? Czy wiesz, czego chcesz ją nauczyć, co jej pokazać, dokąd ją zabrać?

Obydwoje nie wiemy, czego się spodziewać. Nie nastawiam się na spokojne dziecko (bo wiem, jaka ja byłam, jak byłam mała, lubię wyzwania). Na całym świecie jest tak wiele miejsc, które chciałabym jej pokazać i o których chciałabym jej opowiedzieć, że to głowa mała.

Mam marzenie, żeby kiedyś zabrać ją na rodzinną wycieczkę po USA. Chciałabym, żeby była trochę niedobra jak ja kiedyś, nieco uparta, lubiła słodycze i miała swoje zdanie we wszystkim. Żeby miała też swoje unikatowe teksty na każdą okazję, które inni by powtarzali. Chciałabym, żeby wyrosła na pewną siebie i silną kobietę.

No i żeby miała swoją pasję.


Dobra, trochę Cię wkręciłem. Nie boisz się, że mała Maja słyszy Twoje myśli? Nie dała Ci teraz kopniaka w żebra? 🙂

Jeszcze nie, na taki prezent czekam we wrześniu 🙂


Czy są rzeczy, które znasz z doświadczenia, a których chciałabyś oszczędzić swojemu dziecku?

Jest wiele rzeczy. Na pewno nie uderzyłabym mojego dziecka i nikomu na to nie pozwoliła. Uważam, że nawet klapsy to słabość, a nie metoda wychowawcza. Wiem, jak dużo zostaje w dziecku, gdy jest bite i nie wyobrażam sobie, żeby Maję to kiedykolwiek spotkało.

Ból można porównać do przyłożonego do czoła żelazka rozgrzanego do maksymalnej temperatury, a blizny goją się całe życie. Na pewno też nie pozwolę na to, aby miała źle w życiu i żeby ktokolwiek ją skrzywdził.


I ostatnie pytanie. Czy pojawienie się Mai zmieniło coś w Twoim życiu? To bardziej spokojna ewolucja czy totalna rewolucja?

Zmieniłam myślenie o macierzyństwie, choć mam nadzieję, że pogodzę je z samorealizacją. To druga osoba, dla której warto żyć. Do tej pory moje życie było poukładane, a tu taka niespodzianka. Pierwsze miesiące ciąży są spokojne, nawet poród mnie tak nie przeraża jak kiedyś.

Nastawiam się jednak na to, że gdy Maja pojawi się już na świecie to naprawdę dużo się zmieni.

  • Trzymam kciuki Goga! Zdrowia i siły życzę 🙂

    • Bardzo dziękuję 🙂

  • Zacznę banalnie- piękny wywiad! Wzruszyłam się, być może dlatego, że sama jestem matką i kiedy przy drugiej ciąży powiedziano mi, że muszę zrobić badania, ponieważ jestem w podwyższonej grupie ryzyka, przeszły mnie ciarki. Na wyniki oczekiwałam z drżeniem serca, ale na szczęście wszystko okazało się w porządku. Teraz moja Sara ma rok i nie można jej zatrzymać. Powodzenia!

    • Sabina, dziękuję 🙂 Cieszę się, że u Sary też jest wszystko dobrze, piękne imię! 🙂

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska

    Fajny wywiad. Cieszę się, że Maja jednak jest zdrowa. Życzę, żeby „procedura przejścia” przebiegła bez problemów.
    Jednak mam dla Ciebie Gosiu gorszą wiadomość – niestety, odkąd pojawia się dziecko, w mniejszym lub większym stopniu zawsze będziemy się martwić o jego zdrowie. Co gorsze – ja też bardziej martwię się o swoje, bo przecież dzieci muszą mieć matkę. Ehh.

    • Bardzo dziękuję 🙂 Masz rację – matki tak już chyba zawsze będą miały 🙂 To naturalne 🙂

  • Maćku, dziękuję Ci bardzo 🙂 To była przyjemność 🙂

  • Maja Łapińska

    Nie widzę tutaj nic wzruszającego. Bez składu i ładu. Dopinanie bohaterstwa tam gdzie go nie ma. Ja to dopiero mam życie. Mam czterech synów – Tymoteusz cierpi na hirsutyzm. A Mariusz ma ADHD z zachowaniami agresywnymi i znęca się nad Olafem. Natomiast Bogdan ma niezdiagnozowany autyzm. Do tego pracuję na etacie i jako freelancerka. A mąż mnie zdradził i rzucił dla bezdzietnej.

    • Nie wiem czy jest sens licytować się kto ma lepiej, a kto gorzej. To jest po prostu wywiad, rozmowa. Każdy ma inne zycie i dla jednych cos moze byc mała drobnistka, dla innych wielkim problemem – wszystko zależy od naszych doświadczeń. Skoro Ty masz takie problemy, zmartwienia bohaterki wywiadu mogą wydawac Ci się przerysowanymi, ale zaraz moze znalezc się matka dziesieciorga dzieci, których połowa jest chora a mąż jest alkoholikiem i awanturnikiem, i ona stwierdzi, że Twoja historia jej nie rusza, bo ma gorzej. Szczerze nie rozumiem po co ten komentarz.

  • Tak się cieszę, Goga, że jednak wszystko okej. Tak długo myślałam o Was, kiedy do mnie pisałaś.
    Ciesz się tym pięknym czasem oczekiwania na Maję. Pozdrów Łukasza i wszystkiego dobrego❤️

    • Dziękujemy bardzo! 🙂

  • Margherita Szwec

    Moich dwóch ulubionych copywriterow

  • rademachera

    Dobry wywiad. Poruszył mnie bo doskonale znam opisane emocje.
    To super że Maja zdrowo się rozwija.

    • Dziękuję 🙂

  • Dziękuję bardzo! 🙂

  • Bardzo ciekawy wywiad ale osobiście nie chcę nawet sie zastanowić co by było gdyby dopuki nie będzie to konieczne

  • Sylwia Antkowicz

    Ciekawy wywiad. My w sumie zaryzykowaliśmy i nie robiliśmy testu Pappa. W sumie mój partner podjął taką decyzję. Stwierdził, że jeśli dziecko miałoby być chore to taki test i tak niczego nie zmieni, a często wyniki odbiegają od normy. Często na grupach dla mam widzę pytania o badania i odpowiedzi, że u którejś z nich w ciąży powiedziano, że dziecko może być chore, a później urodziło się zdrowe.

    • Bardzo dobre podejście! A co do pomyłek – masz rację, bardzo często się zdarzają.

    • Też to słyszałam, dlatego zawsze będzie dla mnie najważniejsze zdanie mojego lekarza 🙂

  • Świetna zajawka do wywiadu 🙂 lubię do Ciebie wpadać nie tylko ze względu na wartościowe treści, ale i formę, w jaką je ubierasz.
    Małej Mai życzę dużo zdrowia, a mamie dużo sił. Przy dzieciach inaczej się nie da 🙂