„Całe życie” – mała wielka książka


 

Chciałbym napisać kiedyś książkę tak dobrą jak „Całe życie”.

 


Na czym polega niezwykłość książki, która została nominowana do nagrody Bookera? Za kilka minut wszystko będzie jasne. Zapraszam was na wycieczkę w góry.


1) Wycieczka w góry nie musi być długa, by zmienić życie

Zaledwie 157 stron. Tylko jeden tom.

Żadnych nadziei na kontynuację (o trylogii czy innej „logii” nie wspominając). Trzeba mieć sporo odwagi, by rzucać się na rynek księgarski z tak niepozorną książeczką.

Bohater „Całego życia” jest bardziej niż małomówny. Co gorsza, przez całą książkę nie robi nic spektakularnego. Prowadzi życie tak nudne, że czytelnik… nie może oderwać wzroku od tekstu.


2) Dochodzimy wreszcie na szczyt, a tam…

Robert Seethaler, autor „Całego życia”,  lubi zdania, które toczą się powoli.

Każdym kolejnym słowem uzupełnia obraz, który układa się w głowie czytelnika. A na końcu dodaje zwrot, który wywołuje zaskoczenie.

Tak jak tu:

W kolejnym wspomnieniu widział siebie jako mniej więcej ośmiolatka, gdy wisiał, nagi i chudziutki, przewieszony przez dyszel wolego sprzężaju. Nogi i głowa dyndały mu tuż nad ziemią śmierdzącą końskimi szczynami, a jego mały, biały tyłek wypinał się w zimowe powietrze…

Widzicie tę scenkę?

Na pierwszy rzut oka – typowa zabawa dzieciaka z biednej rodziny żyjącego sto lat temu gdzieś tam w alpejskim kraju. Głodno i chłodno, ale jakoś czas leci. Niestety, to nie do końca jest prawda:

… i odbierał od Kranzstockera chłostę leszczynową rózgą.


3) W górach efekciarstwo przegrywa z prostotą

Cynizm, sarkazm, złośliwa ironia – może i są efektowne, może sprawdzają się w mediach społecznościowych czy programach rozrywkowych, ale na dłuższą metę są nie do zniesienia.

Dlatego Seethaler idzie pod prąd. Atutem „Całego życia” jest zarówno prostota języka, jak i opisywanych zdarzeń. Wszystko jest tu takie… zwyczajne:

Gdyby to od niego zależało, przesiedziałby resztę życia na skraju drogi, trzymając Marie za rękę, wsparty o żywiczny pień drzewa.


4) W górach można się zakochać

Ujmujący jest w „Całym życiu” brak dosłowności.

Autor najwyraźniej wie, że czasami lepiej zatrzymać się w połowie drogi, niż zepsuć poetycką scenę wchodzeniem w niepotrzebne szczegóły. Nie ma tutaj nadmiernego epatowania naturalizmem czy szokowania dla samego szokowania.

Zamiast tego, co jakiś czas natrafić można na prawdziwe perły:

Marie chowała wówczas pieczołowicie broszurę pod łóżko i zdmuchiwała świecę. – Chodź – szeptała w mrok, a Egger był jej posłuszny.


5) W górach traci się poczucie czasu

Pojawiające się co jakiś czas przeskoki w chronologii zdarzeń zmuszają czytelnika do skupienia uwagi. Na przykład scena śmierci Eggera (głównego bohatera) – nie kończy wcale książki.

Nawiasem mówiąc, jest wyjątkowo piękna, wręcz poetycka:

Poczuł przenikliwy ból w piersi i ujrzał, jak jego tułów z wolna przechyla się do przodu, a głowa kładzie policzkiem na blacie. Usłyszał własne serce. I usłyszał ciszę, gdy przestało bić. Cierpliwie czekał na następne uderzenie. A gdy nie nadeszło, ustąpił i umarł.


6) Góry napełniają nas życiem

Spodobała mi się też metafora człowieka jako naczynia „wypełnionego życiem”. Traumatyczne wydarzenia sprawiają, że życie wycieka z nas i potrzeba nieraz sporo czasu, byśmy się napełnili nim od nowa:

Lata po lawinie zachował w pamięci jako pusty, milczący czas, który z wolna i niemal niepostrzeżenie ponownie napełniał się życiem.


7) W górach można znaleźć zagubiony wcześniej sens życia

Przynajmniej tak mówią ci, którzy chorują na góry.

Podczas wypraw Egger przeważnie milczał. (…) Zamiast mówić, wolał przysłuchiwać się ludziom, których nieprzerwana paplanina wtajemniczała go w obce dzieje i poglądy. Najwyraźniej ludzie szukali w górach czegoś, o czym sądzili, że zgubili to dawno, dawno temu.


Na koniec jeszcze jedna istotna informacja. „Całe życie” to książka napisana przez scenarzystę. Czytając ją, ma się wrażenie, że oglądamy dobry, a nawet bardzo dobry film. Mam przeczucie, że ekranizacja jest w tym przypadku tylko kwestią czasu.

Czy polecam? Zdecydowanie tak.



Robert Seethaler
„Całe życie”
Wydawnictwo Otwarte

#bookerprize #robertseethaler #wydawnictwootwarte

A post shared by Maciek Wojtas (@maciejwojtas78) on


  • Ciekawe. Tęsknię za książkami nie mającymi kontynuacji w kolejnych tomach, nie przywiązującymi w ten sposób do siebie, mającymi odwagę być zamkniętą całością.

    • Zastanawiam się, czy autor (zachęcony sukcesem książki), nie zdecyduje się na ekshumację głównego bohatera…

  • Piękna recenzja 🙂 Uwielbiam prostotę (właściwie w każdej postaci). Świetny pomysł z tym słuchaniem ludzi, bardzo dużo można z tego wynieść dla siebie.
    „Traumatyczne wydarzenia sprawiają, że życie wycieka z nas i potrzeba nieraz sporo czasu, byśmy się napełnili nim od nowa” – bardzo to życiowe 🙂

  • Lubię prostotę, Łubie zwyczajną niezwyczajność i lubię iść pod prąd. Jestem na tak. Przeczytam. 🙂

    • Dla mnie dobra książka to ta, która zawiera „momenty”.
      Momenty, czyli akapity, a nawet pojedyncze zdania, które sprawiają, że podczas ich czytania czuję, że autor robi mi operację na otwartym sercu 🙂

  • O tak, ta książka ma w sobie coś, co przyciąga, chociaż według wszelkich prawideł nie powinno – mała, niepozorna, nic się wielkiego w niej nie dzieje. Może to właśnie takie zdania-perełki, o których piszesz stanowią o jej sile?

    • Zdecydowanie tak. Jak widzę tak krótką książkę, to mam (prawie) pewność, że autor solidnie ją przemyślał. Jak widzę cegłę – to mogę podejrzewać, że miał płacone od zdania 🙂 Paradoks: krótkie rzeczy pisze się długo.

  • Bo góry są magiczne i na swój sposób wymagają od nas zastanowienia się nad sobą. I czy to poprzez trekking, czy poprzez lekturę książki (choć ja zdecydowanie wolę opcję nr 1).

    • Góry to tylko tło tej książki. W sumie akcja mogłaby się dziać właściwie wszędzie.

  • Sięgnę po nią tylko dlatego, że jestem ciekawa jak autorowi udało się w niecałych 160 stronach zawrzeć tyle emocji i mądrości, żeby być nominowanym do nagród literackich. Chociaż w sumie „Droga” McCathyego też obszerna nie jest a Pulitzer zdobyty 🙂

    • Droga jest dłuższa 🙂
      Mnie też się spodobało to, że autor w pewien sposób zakpił z pisarzy produkujących wielotomowe sagi 😉

  • To już druga pozytywna recenzja tej książki, na którą się natknęłam. To chyba znak, ze trzeba się tej książce bliżej przyjrzeć.

  • Jeszcze o niej nie słyszałam. Nie zdradziłeś z niej wiele, ale brzmi zachęcająco. Muszę się przejść do księgarni, bo w bibliotece wątpię, żebym ją znalazła.

    • To zupełna nowość, premiera była w maju.
      Jest smutna, ale nie dołująca.

  • W planach czytelniczych, choć jeszcze nie teraz. 🙂
    Bookendorfina