Bloger idzie do nieba


 

Blogerzy, który otwarcie przyznają się do wiary w Boga, są jak Yeti. Podobno istnieją, ale nikt ich nie widział.

Dziś zapraszam was na wywiad z jednym z nich. Kamil Lipiński jest webmasterem, blogerem i założycielem Mocnej Grupy Blogerów.

Na potrzeby naszej rozmowy wcielę się w świętego Piotra. Zadam Kamilowi kilka pytań, a potem zdecyduję, czy wpuścić go do nieba.

 


A, już jesteś, Kamilu. Właśnie oglądałem filmik Adama Szustaka. Piękna sprawa. Normalnie brak słów…

Święty Piotrze, jak dobrze, że się widzimy!

Ojciec Adam Szustak to klasa sama w sobie. Świetne są nie tylko jego filmy, ale też książki. W wakacje miałem okazję przeczytać „Jeszcze pięć minutek” i zachwyciły mnie te opowieści o przyrodzie, które ten najbardziej rozpoznawalny dominikanin w internecie przykładał do życia duchowego.

A wideo o Islandii… brak słów. Wcześniej go nie widziałem. Po obejrzeniu mam ciary.

Swoją drogą, skoro YouTube u Was działa to pewnie macie tutaj Wi-Fi. To dobrze, bo mam zaległy tekst do publikacji. 🙂


Wi-Fi? Nie wiem, ale zapytam. No więc mówisz, że jesteś blogerem? Nie mam cię w kartotece, dlatego wszystko musisz opowiedzieć od początku.

Pierwsze pytanie: czym jest blog w perspektywie wieczności?

Święty Tomasz z Akwinu kończąc Summę Teologiczną powiedział, że wszystko co napisał, to słoma. Mówię ci o tym nie po to, by się przechwalać albo przyrównywać do Akwinaty, ale żeby właściwie określić kierunek poszukiwania odpowiedzi na pytanie „czym jest blog”?

Blog, który prowadzę, jest moim środkiem wyrazu, przestrzenią w której realizuję siebie. W perspektywie wieczności, każdy blog jest zlepkiem przypadkowo zebranych megabajtów podpiętych pod domenę.

Nawet najbardziej poczytny jest niczym w porównaniu ze skarbami, które na nas czekają w niebie.


Masz sto procent racji.

Powiedz mi, po co ludzie w ogóle blogują? Żeby pompować swoje ego? No bo chyba nie po to, żeby zarabiać na tym pieniądze?

Mam pewną teorię na ten temat.

Większość ludzi bloguje z altruistycznych pobudek. Być może gdzieś z tyłu głowy mają pomysł, aby uczynić z blogowania dodatkowe źródło zarobku. Nie jest to jednak na pierwszym miejscu.

Blogowanie staje się z roku na coraz bardziej popularne ze względu na – tak mi się przynajmniej wydaje – zjawisko społecznego odizolowania przy jednocześnie ciągle postępującym rozwojem technologicznym.

Ludzie coraz rzadziej się ze sobą spotykają. Domownicy odgradzają się od siebie dotykowymi ekranami.

Przy tym wszystkim, potrzebę uwalniania własnych myśli na zewnątrz mamy ciągle taką samą. Blogi są odpowiedzią na to dążenie.


Więc podsumowując: co dobrego dałeś ludziom swoim blogowaniem? Czy całe to twoje pisanie nie było bezsensownym marnowaniem czasu danego ci od Boga?

Cholera… Chyba było.

(eee… przepraszam cię święty Piotrze, nie słyszałeś tego)

Nie wiem, czy moje blogowanie coś dobrego dało. Mam nadzieję, że tak i że owoce będą widoczne, niekoniecznie dla mnie. A co do marnowania czasu danego od Boga – biję się w pierś. Marnuję czas godzinami. Nie tylko na pisanie bloga.


A podasz jakiś przykład wpisu, który dał innym nadzieję? Naprowadził ich na dobrą drogę, osuszył łzy albo wlał w ich serca odrobinę radości?

Ponad dwa lata temu Jan Favre zainicjował akcję pisania na blogach wpisów o samobójstwie. Tytuły miały sugerować konkretne porady jak samobójstwo popełnić, a w rzeczywistości były listą telefonów zaufania.

Pomysł był taki, żeby wypchnąć z wyników wyszukiwania prawdziwe porady i spróbować uratować tych, którzy chcą targnąć się na swoje życie.

Mój wpis „5 sposobów na szybkie i bezbolesne samobójstwo” od publikacji do dziś odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy osób. Skala tego zjawiska mnie przeraziła.

Dostaję wiele maili, niekiedy od samobójców, którzy już próbowali – bezskutecznie – odebrać sobie życie i szukają skutecznych bezbolesnych sposobów. W tych wiadomościach jest wiele żalu, rezygnacji, bezradności i wołania o pomoc.

Nie jestem specjalistą, więc odpowiadam tak, jak potrafię. Staram się dać nadzieję, pokazać, że w każdej sytuacji można zmienić swoje życie o 180 stopni i rozpocząć proces naprawy.

Dziesięć miesięcy temu pod wpisem pojawił się taki komentarz:

Ostatnio myślę tylko o tym, jakie by to było łatwe po prostu skończyć, nie być na co dzień mieszany z błotem, słuchać od kobiety, że nie ma miłości, być wyśmiewanym przez rodziców podczas prośby o pomoc, bo jak to możliwe, ze mój syn ma tego typu ‚niezrównoważony’ problem? Więc oficjalnie ci Kamil dziękuję za to koło ratunkowe i na pewno skorzystam, i mam nadzieje, ze chociaż trochę pomoże.

Całe szczęście Paweł postanowił spróbować. Mam nadzieję, że inni pójdą jego śladem.


A kiedy i dlaczego wpadłeś na pomysł, żeby stworzyć na blogu kategorię „Bóg i człowiek”? Przecież taki krok jest jak prośba do internautów: „przyklejcie mi łatkę mohera”.

Kategorię dodałem kilka lat temu. Nie obawiałem się łatki, chociaż też wiedziałem, że moje teksty nie będą tak kontrowersyjne, żeby sprowadzić na moją stronę zastępy ludzi, którzy w komentarzach skandowaliby „idź pisać do Rydzyka”.

Bóg jest dla mnie ważny, więc pojawienie się tej kategorii było czymś bardzo naturalnym. Z drugiej zaś strony, pisanie o Bogu w sposób ciekawy jest chyba najtrudniejsze w moim blogowaniu. Dlatego właśnie tak rzadko podejmuję ten temat.


Teraz będzie trudne: czy blogowanie nie jest okradaniem najbliższych ze swojego czasu? Rozumiem młodzież, singli – oni mają mnóstwo czasu do stracenia. Ale mąż i ojciec?

Czy byłbyś gorszym ojcem, gdybyś nie był blogerem?

Nie patrzę na to w ten sposób, bo moja żona Kasia też bloguje. Zwykle piszemy teksty w tym samym czasie. Organizujemy sobie wieczorem czas, kiedy dzieci śpią i piszemy, a potem poprawiamy wzajemnie swoje teksty.

Często rozmawiamy o tym, co nas w nich poruszyło, zastanawiamy się jak rozwinie się sytuacja, którą opisujemy na blogu.

Gdybym nie blogował, tylko np. grał po godzinach w Wiedźmina, to byłbym takim samym ojcem, jakim jestem aktualnie. Zresztą, granie Geraldem z czterolatkiem na kolanach jest dużym wyzwaniem. Trzeba unikać przeciwników, żeby nie pokazywać przemocy. Warto podzielić się klawiszami, by każdy miał satysfakcję z działki, za którą jest odpowiedzialny.

Pamiętam, że kiedy przemierzaliśmy Velen, Novigrad czy Wyspy Skellige największą była jazda na Płotce albo pływanie łódką. Do tej pory, jak zapytam Filipa, jak się woła konia (licząc, że zacznie naśladować charakterystyczny gwizd Geralda), ten odpowiada: „X aż przybiegnie”.


Dobrze. Przepraszam, ale muszę zapytać cię o grzechy. Czy zawsze uczciwie komentowałeś blogi w facebookowych grupach dla blogerów?

Nooo… jak by ci to, święty Piotrze, powiedzieć…


Rozumiem.

Czy nie chwaliłeś w komentarzach zanadto cudzego bloga? Nie rozbudzałeś w blogującym bliźnim niepotrzebnej nadziei? Nie mieszałeś mu w głowie pisząc, że zrobił świetny tekst albo że nic lepszego w tym tygodniu nie przeczytałeś?

Mało czytam. Dużo mi się podoba, więc nie ma tym żadnego kłamstwa.


Czy nie zazdrościłeś innym blogerom ich statystyk i lukratywnych współprac z markami?

Może odrobinę.


Czy nie pisałeś o różnych pierdołach tylko dlatego, że są chętnie wyszukiwane w Google, zamiast pisać o rzeczach ważnych?

Ojoj…


Czy trzymałeś fason na imprezach blogerskich?

To w ogóle śmieszna sprawa. Imprezy blogerskie odkryłem stosunkowo niedawno. Chociaż bardzo lubię się tam pojawiać, to czuję się nie do końca u siebie, będąc wśród innych blogerów. I choć to świetny, bardzo rozwojowy czas, to mam świadomość, że nie jestem typowym blogerem.


Nie mam więcej pytań.

Kamilu, przeglądam twoje papiery i widzę, że tu było po drodze jakieś małe nawrócenie, odświeżenie relacji z Bogiem, mam rację? Jak to mawiają komputerowcy – F5?

Nic się przed Twoją kartoteką nie ukryje. Faktycznie było tak, jak mówisz.

Nie było confetti czy imprezy nawróceniowej gdzie na śpiewaniu „Alleluja” zdarłbym sobie gardło. Decyzję o zmianie swojego życia podjąłem na niedzielnej Mszy, słuchając improwizującego proboszcza.

Powiedział, żeby nie uprawiać „dziadostwa duchowego” i to mnie ruszyło. Chciałem dowiedzieć się, kim jest ten Pan Bóg. A żeby go lepiej poznać, zacząłem od… regularnej spowiedzi. Później dołączyłem do Ruchu Światło-Życie, z uczestnika stałem się animatorem. Myślałem, że chwyciłem Boga za nogi.

A On znów mi się wymknął.


Pozwolę sobie na mały offtop: myślisz, że bloger może zostać świętym z powodu swojego bloga? Jak prowadzić takiego bloga? O czym pisać?

Myślę, że może próbować. Nie mam recepty na drogę od bloga do nieba. Blog może być siecią, w którą jego autor złapie ludzi, a następnie wyciągnie ich z sieci i pokaże Jezusowi.


A gdybyś dostał od jakiegoś potężnego antykatolickiego medium propozycję napisania artykułu o Bogu? Poszedłbyś na taki układ?

A dużo by płacili? A tak na poważnie, to zależy, czy dostałbym możliwość autoryzacji przed publikacją.


No i powiedz mi, co ja mam z tobą zrobić…?

Ty decydujesz. Mógłbym próbować cię przekupić fejmem, ale na nic mi teraz moi fani na Facebooku i Instagramowi obserwatorzy. W dniu śmierci też nikt nie będzie się pytał, ile lajków dostawałem pod zdjęciami i statusami.


Powiem szczerze: nie mogę cię wpuścić do nieba. Jeszcze nie teraz. Masz dużo dobrego do zrobienia tam, na dole. Tak że… Trzymaj się, stary!

Ty też się trzymaj. A tak przy okazji, wiesz jakie kawały Polacy opowiadają o tobie na ziemi? Lepiej żebyś nie wiedział.


Aha. A znasz to przysłowie: „jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”? No to jakie masz plany?

Zawiodę cię, ale nie mam żadnych sprecyzowanych planów. Z pewnością nie chcę uprawiać dziadostwa. Chcę spędzać dużo czasu z rodziną, wychować synów, lepiej poznać ludzi, z którymi długie godziny spędzam w sieci, pomagać innym.

Chcę „marnować” czas na to, co w życiu najistotniejsze.


Kamil, zaczekaj! Pozdrów Adama! Te jego filmiki… rewelka!



Zobacz koniecznie również ten wywiad:

Co ze mną będzie, kiedy na zawsze stracę cię z oczu?

  • Święci tacy jak my

    Rewelacyjny wpis, taki głęboki, refleksyjny i piękny. Jeden z najlepszych wywiadów jakie czytałam u blogerów. ☺

  • Świetna rozmowa 🙂 Mam nadzieję, że na starość zostanie po moim pisaniu sporo tekstów i nie usłyszę: „wszystko co napisał(a), to słoma. ” 😀 😀
    Przeraziła mnie informacja o tym, ile czytelników wyświetliło tekst o samobójstwie. Nie dziwię się, że Ciebie też, Kamil. Ale bardzo podoba mi się idea, którą zapoczątkował ten Jan Favre – cenię tak dobre pomysły. Ciekawe jest to, o czym tu wspomniano, że blogujesz razem z żoną w tym samym czasie, a potem poprawiacie swoje teksty i o nich rozmawiacie – ale to musi być super sprawa 🙂 Czy żona Cię nie rozprasza w pisaniu, gdy jest obok? 🙂 Podziwiam, że tak wierzysz w Boga 🙂 Mało jest takich mężczyzn.

    • Dużo ich jest, tylko siedzą cicho 😉

      [a niektórzy nie mają czasu o tym mówić, bo prowadzą grupę 😉

  • s.Klara

    Bardzo fajny wpis, w ciekawej konwencji, dobrze się czyta, powiedziałabym, miło…. Swoją drogą blogerzy piszący o Bogu są nietypowi, bo bardzo często nie walczą o przebicie się do czołówki. Nie wiem czy to dobrze ale mi się to podoba. Pozdrawiam.

    • Dziękuję 🙂

      [czy to znaczy, że wpis otrzymał swego rodzaju „imprimatur”?] 🙂

  • Jestem fanką Szustaka od dawna. Genialnie przekazuje Słowo Boże. Znam te filmiki- mistrzostwo. Obraz, muzyka słowo, wszystko tu wywołuje ciary.
    Nie znam Kamila,ale chętnie to nadrobię. 🙂
    Przyda mi się znajomość z kimś kto już zna św. Piotra. 😉

    • O. Szustak nie pojawił się tu przypadkowo 😉
      Bardzo chciałem się podzielić jego filmikami 🙂

      Co do św. Piotra – boję się, że jak stanę przed nim, to wypomni mi ten wywiad 😀