Artykuły blogowe, które mogą zamieszać Wam w głowie (cz. 1)

Nowy cykl, w którym będę przedstawiał te artykuły z różnych blogów, które w mniejszy lub większy sposób zainspirowały mnie do działania. Mam nadzieję, że i Wam dadzą one do myślenia 😉

1. Pokaż mi swój blog, a powiem ci, kim jesteś

Zacznę od artykułu blogera, który zainspirował już chyba pół Polski (a druga połowa rodaków jeszcze nie wie, że wkrótce i na nich spadnie olśnienie).

Mowa oczywiście o Michale Szafrańskim. Tekst, który dał mi do myślenia to jego wywiad z Maciejem Mazurkiem, autorem bloga ZuchRysuje.pl

Co ujęło mnie w tym wywiadzie? Dwie rzeczy. Po pierwsze, wreszcie dotarło do mnie to, że blog pokazuje potencjalnemu klientowi to kim jestem nie tylko jako specjalista w danej branży, ale po prostu jako człowiek.

Dzięki wizerunkowi, który prezentuję na swoim blogu, mogę przechylić szalę na swoją korzyść, zwłaszcza w sytuacji, gdy na rynku panuje ogromna konkurencja i do jednego zlecenia startują dosłownie dziesiątki, a czasami nawet setki osób.

Zleceniodawca wybiera wówczas kogoś, z kim, kolokwialnie mówiąc, najbardziej mu po drodze.

Wiem, że brzmi to strasznie banalnie i jest więcej niż pewne, że musiałem przechodzić ze sto razy obok tej informacji, nie zwracając na nią zupełnie uwagi. Aż do teraz.

waga

Druga rzecz, która bardzo spodobała mi się w tym tekście, to hierarchia wartości Macieja Mazurka. Okazuje się, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy wybrali model najpierw rodzina, potem kariera. Co więcej, są z tego stanu rzeczy naprawdę zadowoleni.

Ich wybór nie spowodował wcale żadnej katastrofy. Ich kariera rozwija się w imponującym stylu (choć trzeba przyznać, że nie wszystkie zawody dają taki komfort, nie zawsze można odłożyć rozwój zawodowy na później).

[Maciej Mazurek:] To jest też fajne, że jeżeli coś wykonujesz z pasją i wykonujesz to na własny rachunek, to masz w tym bardzo dużą wolność.

Oczywiście, jak każdy Polak, nie tylko Polak, jak każdy płacę podatki. Jak każdy mam terminy jakieś itd., ale mimo wszystko jest w tym bardzo dużo wolności.

Ja mogę żonglować, mniej więcej, czasem mojej pracy, mogę poświęcić część dnia na to, żeby zająć się dziećmi, i potem poświęcić część swojej nocy na to, żeby popracować.

Dla mnie rodzina i dzieci są wartością absolutnie priorytetową, to jest zawsze na pierwszym miejscu.

2. Im mniej czytelnik wie, tym dla niego lepiej

Najbardziej inspirujące często okazują się te rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się albo wszystkim doskonale znane, albo tak zaskakujące, że zdają się brzmieć wręcz niedorzecznie.

I właśnie ten drugi przypadek odnosi się do artykułu Jakuba Woźniaka pt. Jak napisać wciągającą książkę fabularną – 10 sensownych wskazówek, które naprawdę warto znać. 

dziura

W artykule pojawia się informacja o tym, że niezwykle ważne w tekstach, scenariuszach, książkach, spotach reklamowych jest to, czego tam… nie ma, ponieważ dzięki temu w umyśle odbiorcy tworzą się bolesne (i to dosłownie) luki informacyjne, które mózg chce za wszelką cenę zniwelować.

Jeśli czytelnik nie ma pełnego obrazu: historii, sytuacji, człowieka, zdarzenia itd. – podświadomie chce te informacje pozyskać.

Pragnienie to jest tak silne, że badania neurologiczne sugerują, że jest niemal tak nie do zniesienia, jak ból.

Odwracając to twierdzenie, można powiedzieć, że dając mózgowi wszystko na tacy, w pewien sposób rozleniwiamy go.

Wyobraźcie sobie na przykład wiersz, w którym autor co krok dokładnie informuje czytelnika o tym, co w tym miejscu naprawdę miał na myśli. Trochę słabe, no nie? Bo przecież tym, co karmi naszą wyobraźnię, są niedopowiedzenia…

Przy okazji, blog Jakuba Woźniaka to prawdziwa kopalnia niesamowicie przydatnych informacji dla każdego, kto chce świetnie pisać i właśnie z pisaniem wiąże swoją przyszłość.

3. Kto chce być scenarzystą, ten musi mieć twardą…

Artykuł (dłuuugi), dzięki któremu zrozumiałem, na czym polega tworzenie scenariuszy i która część ciała poniesie największe konsekwencje, jeśli w dalszym ciągu będę się upierał przy tym, by zajmować się właśnie tą dziedziną sztuki.

Co gorsza, na własnej skórze przekonuję się, że autor miał stuprocentową rację. Dla każdego, kto zajmuje się scenopisarstwem, storytellingem albo chce nauczyć się opowiadać intrygujące historie – pozycja obowiązkowa.

krzesło

Bycie scenarzystą to fantastyczne przeżycie — jest się na samym początku długiej drogi powstawania alchemii zwanej filmem. To ciężka praca, trzeba ją znać.

Scenarzystę musi boleć dupa po to, żeby dupa nie bolała widza zamkniętego przez dwie godziny w ciemnej sali*.

*) Piotr Wereśniak: Alchemia scenariusza filmowego (czyli nieznośny ból dupy)


  • Pingback: Artykuły blogowe, które mogą zamieszać Wam w głowie (cz. 2)()

  • www.kasiaekiert.pl

    bardzo ciekawy projekt bloga… interesująco zapowiada się newsletter – zapisałam się i do zobaczenia wkrótce 🙂

  • Marta Gie

    No tak blog mówi bardzo dużo o człowieku…

  • bardzo ciekawy wpis 🙂

  • Co do wywiadu Jakuba Woźniaka – jestem na etapie uczenia syna jak pisać krótkie streszczenia książki. Czyli akurat odwrotnie – jak w 6 zdaniach napisać kto, co, gdzie, kiedy i co robili, by miało sens. I nie powiem – nie jest to też łatwe.

    • No tak 🙂 Wyobrażam sobie minę polonistki, która czyta streszczenie pełne „bolesnych luk informacyjnych” 😉

  • Co do punktu pierwszego – czasem najprostsze z pozoru rzeczy powodują największe olśnienie! Też to bardzo lubię! Bardzo się rozmarzyłam, bo zdjęcie ze starą wagą przypomniało mi beztroską zabawę w chowanego u dziadków, gdzie była niemal identyczna 🙂 Pamiętam do dziś włażenie między stare, pełne kurzu meble, walające się po podłodze orzechy, dotyk zakurzonych odważników i przerażające krzyżaki 🙂 Ale nigdy nie umiałam nazwać tego miejsca. Nasuwa mi się na myśl tylko magazynownia, choć nie wiem czy to właściwe słowo. Było tam pełno rzeczy nadgryzionych zębem czasu i dużo mąki, którą miałam także we włosach 😀 😀 😀

    • Może chodzi o składzik?

      • Składzik! Bingo! No ciemna masa ze mnie, że nie wpadłam na to! 😀 Dzięki!!!

        • Składzik to taka rupieciarnia, tyle że bardziej uporządkowana 😉